#

W odwiedzinach. Szczepanówka

2026-10-13 09:37:03

Szczepanówka to miejsce niezwykłe. Ktokolwiek miał okazję być zaproszonym do domu na zboczu Lubogoszczy, ten na długo zapamiętuje to doświadczenie. Za przykład niech posłuży wspomnienie Andrzeja Sulikowskiego:

"Upalne lipcowe popołudnie, wzdłuż potoku Kasinka, w kierunku Raby, od osiedla zwanego Bolisęgi. [...] Sadyba Szczepańskich faktycznie tkwiła w ukryciu, szło się po jałowych zagonach, pomiędzy wątłymi śliwami, obok jabłoni, które pisarz próbował skłonić do rodzenia owoców, ale z niewielkim powodzeniem. Na tej wysokości marniały jarzyny, krzewiła się zaś leśna samosiejka (brzózki, sosenki) oraz tęgie dziczki owocowe, zwane tu po staropolsku trześniami. Dom drewniany, budowany z rozmachem, ciemny raczej ze starości niż na skutek konserwacji, liczył już ponad lat 50, odkupiony przez ojca pisarza od dyplomaty amerykańskiego przed wojną, w latach trzydziestych [...]. Dzień chylił się ku zachodowi, ciepły i bezwietrzny, nasycony leśnymi zapachami. Pisarz akurat wyglądał ze swego okna na parterze, w naszym kierunku...". (A. Sulikowski, Podejście na Kopieniec [w:] O Janie Józefie Szczepańskim. Wspomnienia i szkice, red. B. Gontarz, Katowice 2003, s. 19-20)

Podchodząc pod Szczepanówkę na koniec sierpnia tego roku wraz z Janem i Dorotą Krasnowolskimi, zobaczyliśmy nie w oknie, a przed domem prof. Annę Krasnowolską. Nadzorowała prace związane z doprowadzeniem wody. Historia tego domu działa się na naszych oczach, bo tego dnia prawdopodobnie ostatni raz wnuk Szczepańskiego, Jan, tak jak wcześniej jego dziadek, wziął dwa wiadra i udał się z nimi do pobliskiego schroniska po wodę. Krótki spacer przez las wydaje się miłym przejściem, jednak powrót z wodą często był wyzwaniem, o czym rozmawiałam z Janem. Lato sprzyjało tym wyprawom, jednak wszelki deszcz, pojawiające się zimno sprawiało, że był to jeden z bardziej uciążliwych obowiązków. Chodzenie po wodę - temat ten wielokrotnie pojawia się w Dzienniku JJS. 

To była moja druga wizyta w Kasince Małej. Pierwsza miała miejsce lata temu, jednak ta druga jest znacząca. Pretekstem była powstająca antologia w ramach projektu Szczepański. Reaktywacja. Przy parującej kawie, siedząc na długiej ławie z księgą gości przed sobą, zdawałam relację z przebiegu prac. Profesor Krasnowolska oprowadziła mnie po domu, którego atmosfera jest niepowtarzalna. Drewno, wakacyjne słońce i szum lasu tworzą swego rodzaju otulinę, dającą poczucie spokoju i pełnego różnorakiej refleksji zatrzymania. Góry temu sprzyjają. Do tego biurko pisarza, niezliczona ilość książek, plakatów i zdjęć. A każda z rzeczy ma swoją historię, anegdotę. Co też istotne - to miejsce dalej żyje, nie stało się muzeum pamięci.

Dla Jana Józefa Szczepańskiego było to ważne miejsce. Najlepiej oddaje to Dziennik, w którym odnotowany jest każdy pobyt, zaglądający goście, ale też codzienne, zwykłe obowiązki. Kilka wypisów wybrała Anna Mateja:


31 VIII 1957, Kasinka

Jednym z literackich szablonów jest zdanie, że szczęście to taka prosta sprawa. Wystarczy np. po nocy przespanej, spędzonej w pociągu i w brudnych poczekalniach, umyć się o wschodzie słońca w potoku, wracając do domu. Zaróżowione niebo z wysokimi, delikatnymi obłoczkami, zimna, przezroczysta i parskająca woda, trawa siwa od rosy. A potem zobaczywszy dom wśród świerków, zahukać i usłyszeć odpowiedź żony, która za chwilę wybiegnie, dopiero obudzona, pełna radości. A potem jeszcze witać się dziećmi. A potem wybierać miód z ula. A wieczorem wypalić fajkę w świetlicy z kominkiem, pod dziwaczną, jałowcową lampą, patrząc na bukiet bukowych gałęzi i słoneczników. Ale to wszystko wcale nie jest proste. To jest luksus nieprawdopodobny. Taka żona i taki dom, to wszystko.

Jan Józef Szczepański, Dziennik, tom II: 1957—1963, Kraków 2011, s. 44


15 VIII 1966, Kasinka

Wczoraj upał. Jaskrawe, dzwoniące lato. Przyjechali Lemowie z Madeyskimi. Pławienie się w basenie, leniuchowanie na słońcu. Wieczorem piekliśmy szaszłyki na kominku. Dlaczego ja właśnie mam taki dom, takie miejsce? Znowu to samo zdumienie, kiedy ktoś ogląda Kasinkę po raz pierwszy, a ja widzę ją cudzymi oczami.

Jan Józef Szczepański, Dziennik, tom III: 1964—1972, Kraków 2013, s. 172


29 VI 1967, Kasinka

Przymglone słońce. Bardzo zielono. Pejzaż, o którym marzyłem nieraz na równinach Argentyny albo wśród gołych andyjskich hałd. Świeżość. Słyszę teraz wieczorem żaby.

Po przyjeździe uporządkowałem pszczoły. Poprawiam maszynopis Wyspy. Przeleciała burza z gwałtownym deszczem. Z niczym nieporównane uczucie bycia u siebie.

Jan Józef Szczepański, Dziennik, tom III: 1964—1972, Kraków 2013, s. 276


4 VIII 1981, Kasinka

Znów dwanaście osób przy stole. Agnieszka Dąbska z dziećmi i mąż Agnieszki Łopuskiej — Wyrzykowski. Pod wieczór wrócił Długi Michał. Nieprawdopodobnie ruchliwy, dziecięcy żywioł. Elżbietka ugryziona przez Kikiego, Kiki ugryziony przez Elżbietkę. Mała Joanna spadła ze stołu, Jaś wchodzący i wychodzący przez okno.

Jan Józef Szczepański, Dziennik, tom V: 1981—1989, Kraków 2017, s. 77

Copyright © 2023 Design by Mediabit